Ostatnia droga Krzysztofa Kieślowskiego

Pogrzeb Krzysztofa Kieślowskiego odbył się 19 marca (wtorek) 1996 roku. Nabożeństwo żałobne odprawił i homilię wygłosił ksiądz prof. Józef Tischner.

Stoimy dzisiaj w obliczu śmierci naszego brata Krzysztofa – wielkiego świadka naszych ludzkich dramatów. Jesteśmy głęboko poruszeni tą śmiercią. Stoimy bardziej samotni niż kiedykolwiek i jeszcze bardziej zubożali. Dopiero w obliczu tej traumy widzimy jakim bogactwem są nasi przyjaciele – Ci dzięki którym lepiej rozumiemy siebie.

Chcielibyśmy zatrzymać miniony czas. Chcielibyśmy coś dokończyć, coś sobie przyswoić, coś powiedzieć i jeszcze coś usłyszeć. Zamiast tego napotykamy wielkie milczenie śmierci. Gdy patrzę na te trumnę przypominają mi się słowa św. Pawła, skierowane kiedyś do przyjaciela Tymoteusza: „chwila mojej rozłąki nadeszła. W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym czasie odda Pan, sprawiedliwy sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego”.

Św.  Paweł pisze: „w dobrych zawodach wystąpiłem”, to bardzo ważne stwierdzenie. Wystąpić w dobrych zawodach? Potem choćby się nawet nie wygrało, ma się świadomość, że zawody były dobre. Jakież to były „dobre zawody”, w których wystąpił nasz Brat Krzysztof?

Posłużmy się słowami ewangelii. Chrystus powiedział kiedyś: „kto idzie za mną nie będzie chodził w ciemnościach, lecz będzie miał światło życia”. Zatrzymajmy się na chwilę przy słowach „światło życia”. Słowa te doskonale przystają do artysty, dla którego świat był światem światła. Czym był by świat bez światła? Nawet gdyby taki świat istniał, to tak jakby nie było świata. Więc Brat nasz Krzysztof miał w sobie jakieś światło życia. Światłem i cieniem wydobywał na jaw prawdy o człowieku. I trafne jest również to, że było to światło życia. Nie śmierci, lecz właśnie życia.

Światło przenikało w głąb człowieka. Wydobywał z mroku główną sprawę naszego świata – sprawę człowieczeństwa człowieka. Gdy jedni artyści pokazywali dramat polskiej nadziei, gdy inni strzegli pamięci o polskich cierpieniach, jeszcze inni niepokoili się o władzę i o chleb, On szedł głębiej i pokazywał pękniecie w głębi człowieka. Człowiek pękł w swoim środku. I stoi wobec niewykonalnego zadania pojednania siebie ze sobą.

Brat Krzysztof, artysta i znawca ludzkich tajemnic, wpuszczał światło życia w środek ludzkich pęknięć i opowiadał o możliwości pojednania. Tym sposobem pośredniczył – pośredniczył w drodze człowieka do samego siebie. Gdy inni artyści pośredniczyli w drodze człowieka do świata, on pośredniczył w drodze człowieka do samego siebie. I były to „dobre zawody”, w jakich wystąpił.

Św. Paweł mówi: „wiarę ustrzegłem”. Czy można to samo powiedzieć o dziele naszego Brata Krzysztofa? Co należy rozumieć przez słowo „wiara”?

Znów sięgnijmy do św. Pawła. Mówi on w Liście do Hebrajczyków, że każdemu człowiekowi została dana jakaś „miara wiary”, wedle której rozumie świat i wedle której sam jest rozumiany. Ale „miara wiary” jest również „miarą niewiary” w człowieku. Zaś niewiara może być dwojaka: może być zupełnym zanikiem wiary i zanikiem wiary w wiedzę. W człowieku trwa wielki spór miedzy wiarą, wiedzą i rozpaczą. Aby ustrzec wiary trzeba jej równie mocno bronić przed rozpaczą, co przed wiedzą.

To nieprawda, że horyzontem naszego Brata Krzysztofa był agnostycyzm. Agnostycyzm to nie jest sprawa artysty. Artysta nie znosi połowiczności. Artysta gdyby musiał, wybrałby rozpacz. Ale nasz Brat Krzysztof nie wybrał rozpaczy. Wybrał świadectwo tajemnicy. Obronił wiarę przed agresją wiedzy.

Ale czy tylko? Czy nie stał się również świadkiem nadziei? Brat nasz Krzysztof pokazał pękniętym ludziom, że gdzieś niedaleko, w zasięgu ręki istnieje siła, dzięki której mogą się pojednać ze sobą. Jest gdzieś jakiś Dekalog? Ktoś gdzieś śpiewa Hymn o miłości?

Mówi się, że Polska nie zrozumiała Krzysztofa Kieślowskiego. Ale co to jest Polska? Nie rozumieli go politycy, bo był za mało politykiem. Nie rozumieli go doktrynerzy, bo wcale nie był doktrynerem. Ale czy Polska, która nie rozumie, naprawdę jest Polską?

„Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego”.


Homilia pochodzi z książki Stanisława Zawiślińskiego „Kieślowski życie po życiu – pamięć”, str. 16-17.
Artykuł został udostępniony dzięki uprzejmości „Anioła”.

__
Rafał Toborek
Pozostaw komentarz
    Zapisz się na newsletter, aby dostawać powiadomienia o nowych wpisach wprost na swoją skrzynkę e-mailową. Nie udostępnimy nikomu Twojego adresu.
  • Facebook

  • Archiwum

  • Kategorie

  • Do poczytania

    otwórz wszystkie | zamknij wszystkie
  • Twitter

  • Komentarze

  • Chmura tagów

Bear