Wywiad z Krzysztofem Piesiewiczem

Pomysł „Dekalogu” zakiełkował w 1983 roku, w stanie wojennym, jeszcze przed „Bez końca”. Podczas krótkiej rozmowy ulicznej z Kieślowskim powiedziałem: „Słuchaj, jest chaos, ludzie są zagubieni, nie wiedzą w jakim kierunku iść. Tylu wierzących, a i niewierzących zbiera się w kościołach, jedynej przestrzeni, gdzie mogą się gromadzić publicznie i czują się wolni. Trzeba zrobić „Dekalog”.

Dla mnie pierwszą inspiracją były „Normy moralne” Marii Ossowskiej, wybitnego teoretyka moralności i socjologa, wydane w latach 60-tych, które moje pokolenie przyjęło jako objawienie i wstrząs zarazem. „Normy moralne” napisane były jakby rytmem Dekalogu, choć autorka nie była związana z Kościołem.

Drugą inspirację przyniósł mi niezwykły XV-wieczny obraz, który zobaczyłem w Muzeum Narodowym. Gruba deska podzielona była na 10 części, a na dziesięciu obrazach zilustrowany był Dekalog, w postaci różnych scen rodzajowych z tamtej epoki. Pomyślałem, że dzisiaj trzeba zrobić to samo, tylko przy użyciu ruchomych obrazków.

Mimo wszelkich napięć i trudności świetnie nam się z Krzysztofem pracowało. Może dlatego, że – jak on kiedyś zażartował – obaj byliśmy z dokumentu. On opisywał rzeczywistość na taśmie, ja miałem wiedzę o życiu, jaką daje praktyka adwokacka.

Obaj mieliśmy poczucie, że porwaliśmy się na przedsięwzięcie niesłychanie ryzykowne. Ale wiedziałem, że to jest kwestia celu, jaki sobie stawiamy, i tonu. W żadnym wypadku nie chcieliśmy nakręcić czegoś, co byłoby teologiczną interpretacją Dziesięciu Przykazań. Naszym zamiarem było opowiedzenie dziesięciu autonomicznych historii, które zawierałyby pytania, a nie odpowiedzi.

Tych dziesięć wskazań Mojżesza to są propozycje, sugestie, jak żyć. I przystępując do pisania scenariusza, pamiętaliśmy, że życie jest bardzo skomplikowane i ludzka natura także. Wychodząc z takiego założenia, trzeba było stworzyć dziesięć anegdot „łączących Bergmana z Hitchcockiem”.

Najtrudniejszy do skonstruowania był dla nas pierwszy odcinek. To pierwsze zdanie Dekalogu mówi, że tak naprawdę niezależnie od tego, czy wierzysz w Boga, czy nie – jesteś ubogi, strzeż się pułapki pychy.

Dziś „Dekalog” przeżywa drugą młodość. Został niedawno wydany na DVD we Francji i w Stanach Zjednoczonych. Budzi zainteresowanie w Izraelu i w Indiach. Myślę, że magnesem jest postawa reżysera, który nie występuje w roli sędziego, pomimo win i słabości człowieka. A chaos moralny jest dziś jeszcze intensywniej odczuwany niż 20 lat temu.

Materiał nadesłany przez Piotra Paszko. Artykuł spisany z magazynu „Film” (Krzysztof Demidowicz, grudzień 2003).

__
Rafał Toborek
Pozostaw komentarz
    Zapisz się na newsletter, aby dostawać powiadomienia o nowych wpisach wprost na swoją skrzynkę e-mailową. Nie udostępnimy nikomu Twojego adresu.
  • Facebook

  • Archiwum

  • Kategorie

  • Do poczytania

    otwórz wszystkie | zamknij wszystkie
  • Twitter

  • Komentarze

  • Chmura tagów

Bear