Wypowiedź Artura Barcisia na temat Krzysztofa Kieślowskiego

Byłem wtedy aktorem Teatru Narodowego. Zadzwoniła do mnie asystentka Krzysztofa i powiedziała, że proponuje mi on zagranie jednej z głównych ról w jego najnowszym filmie. Był już wtedy legendą… zrobiło mi się słabo. Spotkanie było w kawiarni Sejmowa – nigdy przedtem w niej nie byłem. Krzysztof popatrzył na mnie i zaproponował mi rolę Dariusza Stacha w filmie Bez Końca. Dostałem scenariusz. Po jednej rozmowie wiedziałem już, co mam grać. Posiadał bezcenny dar, który ma niewielu reżyserów – nie używa niepotrzebnych słów, po jednej rozmowie wiadomo, jaki efekt chce osiągnąć.

Zaraz po premierze filmu Krzysztof przyszedł do mnie do domu i opowiedział o Dekalogu i mojej postaci. Chociaż tak naprawdę nic konkretnego nie potrafił mi o tej roli powiedzieć. Dostałem scenariusze wszystkich odcinków, przeczytałem je z zapartym tchem. Przez całą noc na zmianę z żoną je czytaliśmy, rano zadzwoniłem do Krzysztofa i zapytałem go kto to jest, kogo mam zagrać? – Nie wiem – odpowiedział. W ogóle mnie nie reżyserował. Postanowiłem, że ta postać będzie uosabiać tajemnicę zawartą w Dekalogu, Będzie łącznikiem z tym innym światem, o którym nic nie wiemy.

Chciałbym jeszcze powiedzieć, że Kieślowski jak mało kto kochał aktorów.

Wypowiedź pochodzi z książki „Kieślowski. Bez Końca” autorstwa Stanisława Zawiślińskiego.
Artykuł udostępniony dzięki uprzejmości „Anioła”

__
Rafał Toborek
Pozostaw komentarz
    Zapisz się na newsletter, aby dostawać powiadomienia o nowych wpisach wprost na swoją skrzynkę e-mailową. Nie udostępnimy nikomu Twojego adresu.
  • Facebook

  • Archiwum

  • Kategorie

  • Do poczytania

    otwórz wszystkie | zamknij wszystkie
  • Twitter

  • Komentarze

  • Chmura tagów

Bear